WYBIERZ JĘZYK:
PL EN
DISTRIBUTIONSERVICES PROMOTIONALSERVICES DIGITALPRINTINGHOUSE HOSTINGHOMER E-PUBLICATIONS

News

Ełcka Zmarzlina - 21-22 stycznia 2011 - relacja z maratonu

Zapraszamy do przeczytania relacji z ekstremalnego maratonu po Ziemi Ełckiej.
Tym razem Krzysztof Dorżdzyński postanowił zmierzyć się ze śniegiem i lodem w Ekstremalnym Maratonie Pieszym „Ełcka Zmarzlina", który odbył się w dniach 21 - 22 stycznia 2011 roku.

Zapraszamy do fotorelacji, którą przedstawi Krzysztof:

Był to mój pierwszy zimowy rajd na orientację na tak długim dystansie - do przejścia było 100 kilometrów.
Do tej pory moje dzienne „rekordy" zimowe oscylowały wokół 30 km...
Droga do Ełku bez większych przygód - mimo tego, że miałem 2 przesiadki (w Łowiczu i Warszawie) dotarłem na miejsce o godzinie 16tej.
Zostało aż 3 godziny do odprawy przedstartowej - bez pośpiechu zarejestrowałem się w biurze maratonu, następnie zakwaterowałem się w internacie.
Jak nigdy - wystarczyło czasu na prysznic, spokojny posiłek, przygotowanie przepaku (organizator przewiózł zapasowe plecaki uczestników na półmetek - punkt kontrolny na 50 km znajdował się w szkole).
Na koniec upewniłem się, że cały ekwipunek jest na mnie lub w plecaku i wraz z innymi uczestnikami udałem się na odprawę do bazy rajdu.
Po spotkaniu z organizatorami przeszliśmy na start, który był usytuowany na promenadzie przy brzegu Jeziora Ełckiego.
Było kilka stopni poniżej zera. Nie padało i nie wiał silny wiatr.
O godzinie 20.00 setka uczestników wyruszyła na tras
ę

Na zdjęciach plan trasy - łącznie 100km wśród śniegu i lodu:



1 punk kontrolny (PK 1) - 1 km od startu, znajdował się na drewnianym mostku nad rzeką Ełk, która w tym miejscu wpadała do jeziora.
Odnalezienie go nie stanowiło żadnego problemu.
Podbiłem kartę startową i pobiegłem wzdłuż jeziora na PK 2, do którego miałem kolejny 1 km. PK znajdował się na cyplu - szybko podbiłem i ruszyłem w kierunku PK 3.
Punkt znajdował się na świerku w jarze (4 km trasy).
Aby się do niego dostać trzeba było pokonać bagienko, które było przykryte zmrożonym śniegiem.
Żeby nie wpaść po kolana w śmierdzące błocko, niektórzy z powodzeniem próbowali pokonać przeszkodę czołgając się po zmrożonym śniegu.
Jednak prawdziwi twardziele, tacy jak ja:), pokonywali przeszkodę w pozycji pionowej.


Po zaliczeniu „trójki" wybrałem najkrótszy wariant prowadzący do PK 4 w kierunku południowo-zachodnim.
Najkrótszy - nie znaczy najszybszy L Całe 6 km musiałem maszerować po głębokim śniegu, jaki zalegał na leśnych duktach.
Dodatkowo trzeba było omijać lub pokonywać rozmaite przeszkody.
Najpierw zaliczyłem obejście ogrodzonego terenu z magazynami, następnie wspinaczkę na nasyp kolejowy i zejście z niego wprost do kolejnego bagienka.
Na szczęście podmokły teren szybko się skończył i zaczęła się przeprawa przez Góry Tatarskie.
Po zdobyciu najwyższego wzniesienia (144 m.n.p.m.) czekało mnie strome zejście.
Na dole czekała „nagroda" - poprzeczna droga przetarta przez samochody terenowe.
Skręciłem w nią w lewo i po minięciu dwóch leśnych kwartałów dotarłem do przecinki, w którą skręciłem w prawo.
Dalej poszedłem wzdłuż kanału i dotarłem do skrzyżowania przecinek, które ze wszystkich stron otaczała woda.
Na szczęście kanały nie wylały na drogę i dalej brnąc w głębokim śniegu dotarłem do obszernej polany tuz przed punktem.
Na końcu tej polany odnalazłem ścieżkę w lewo i po dwustu metrach mogłem podbić PK4 (10 km).


Następnie, pamiętając ostrzeżenia organizatorów, aby raczej nie wybierać najkrótszej drogi do PK 5 wzdłuż rzeki Ełk (bagna),
udałem się z powrotem tą samą przecinką wzdłuż kanałów, aż do drogi wyjeżdżonej przez terenówki, w którą skręciłem w prawo.
Droga prowadziła wzdłuż torów aż do miejscowości Lipińskie Małe.
Jak później się okazało ten czterokilometrowy odcinek zadecydował o moich (i nie tylko moich) losach na tym rajdzie.
Droga na całej swej szerokości była kompletnie oblodzona.
Dodam jeszcze tylko, że maszerowaliśmy w środku nocy przy świetle latarek, których blask czasami wprowadzał nasze nogi w błąd.
Co chwila ktoś z zawodników zaliczał przysłowiową glebę.
Ja sam leżałem około dziesięciu razy!
Dotkliwie potłukłem sobie biodra, prawe kolano i całe prawe przedramię od nadgarstka po łokieć.
Tempo mojego marszu gwałtownie spadło, zacząłem utykać - pierwszy raz pomyślałem o wycofaniu się.
Na szczęście wkrótce dotarłem do wioski, gdzie droga nie była już tak bardzo śliska.
Po minięciu zabudowań skręciłem ostro w lewo w kierunku północnym i za zielonymi znakami dotarłem do szlaku konnego,
którym udałem się w kierunku południowo-wschodnim i bez większych problemów dotarłem do PK5 (20 km), który znajdował się przy leśniczówce.
Sędziowie sprawdzali tu karty startowe, czy aby czasem nie podbiliśmy „ósemki" w drodze z PK 4 na PK 5.
Na szczęście po podbiciu punktu wyszedłem z lasu na otwarty teren, gdzie drogi nie były tak bardzo oblodzone.
Obszedłem od północy jeziorko we wsi Dąbrowskie i ruszyłem w kierunku wschodnim.
Po kilkuset metrach, na skutek konsultacji z idącymi w tym kierunku innymi uczestnikami rajdu, zmieniłem wariant na pewniejszy pólnocno-wschodni.
Dotarłszy, na przełaj przez pole, do drogi bez większych problemów dotarłem do wsi Krzywe, gdzie na jej skraju znajdowało się stare cmentarzysko.
Po krótkim szukaniu odnalazłem dąb, na którym był PK 6 (30 km).
Mając na względzie nie najlepszą kondycję mojego jestestwa postanowiłem wybrać okrężny wariant na PK 7.
Większą cześć drogi przyszło mi pokonać tym samym szlakiem, którym dotarłem na „szóstkę".
Gdy doszedłem w okolice wsi Wiśniowo Ełckie postanowiłem obejść miejscowość i następnie skręcić w drogę w prawo.
Po dotarciu do torów kolejki wąskotorowej skręciłem w lewo i po nasypie dotarłem do PK 7 (37 km), który znajdował się na samotnej sośnie rosnącej na nasypie.
Idąc wzdłuż strumienia po kilku minutach dotarłem do drogi, którą udałem się na pólnocny-zachód.
Dotarłem do wsi Kalęczyny. W tej miejscowości skręciłem w lewo i ruszyłem w kierunku wsi Regiel.
Na tym odcinku „złapał" mnie świt J. We wsi Regiel odnalazłem przecinkę do PK 8.
Punkt znajdował się na Górze Tatarskiej. Po dwukilometrowym podejściu udało się go zdobyć.



Po zaliczeniu „ósemki" (45 km) tą samą ścieżką zszedłem do wsi, a następnie skręciwszy w lewo prostą drogą udałem się do szkoły w Mrozach Wielkich, gdzie znajdował się PK 9 (50 km).
Połowę dystansu zaliczyłem w czasie 13 godzin 48 minut.
Tu mogłem się przebrać i posilić - mój zapasowy plecak czekał cierpliwie na mnie.
Po półgodzinnym odpoczynku postanowiłem iść dalej. Praktycznie nie miałem już szans na zmieszczenie się w limicie czasu (100 km w 27 godzin).
Nie chciałem jednak rezygnować w połowie dystansu. Nie po to przejechałem pół Polski, żeby zadowolić się marną „pięćdziesiątką" J
Droga do PK 10 (52 km) sama mnie zaprowadziła J Podbiłem punkt zlokalizowany przy wjeździe do ośrodka wypoczynkowego i udałem się w kierunku „jedenastki".
Droga prowadziła przez las, była oblodzona i musiałem bardzo uważać, aby nie wywinąć kolejnego „orła".
Pilnowałem się mocno - miałem świadomość, że kolejnego upadku mogę już nie przeżyć...
Punkt łatwy, na rozwidleniu dróg - był widoczny z daleka (PK 11 - 57 km). Aby dostać się na „dwunastkę" musiałem przedzierać się przez głębokie śniegi leśnych przecinek.
Trud wynagrodził mi widok dwóch łosi, które minęły mnie w odległości 200 metrów
(przy okazji - w okolicach Ełku jest bardzo dużo tych potężnych zwierząt, na szosach wylotowych z miasta stoją znaki: UWAGA ŁOSIE !)
Aby zlokalizować PK 12 (61 km) musiałem „czesać" las. Punkt znajdował się na drzewie wśród tysięcy innych drzew, koło małego krzyża
(jak się okazało był to metrowej wysokości krzyżyk i najpierw zauważyłem „lampion" na drzewie, a dopiero potem ten krzyż).
Na szczęście nie zajęło to dużo czasu i mogłem dalej pomaszerować na „trzynastkę". Wybrałem wariant przez Chełchy, Pomiany i Golubie.
Dotarcie do tej ostatniej wsi nie sprawiło kłopotu. Natomiast odnalezienie właściwej ścieżki w kierunku Jelitek, to kolejna strata czasowa - dobre pół godziny kręcenia się w kółko.
Wtedy akurat kompas zwariował i pokazywał północ ze sporym odchyleniem. Na szczęście udało się dotrzeć do kolejnego cmentarzyska i podbić PK 13 (71 km).
Teraz już szybko: Jelitki, Gąsiorówko i Kijewo. Koło stacji PKP w lewo i po kilku kilometrach odnalazłem PK 14 (79 km) na sosence w żwirowni.
Patrzę na zegarek - godz. 18.45 (na trasie jestem już 22 godziny i 45 minut), do bazy rajdu ponad 20 km i do odnalezienia 2 punkty kontrolne.
Wszystko mnie boli i nie mam już siły iść... Od dwóch godzin znów jest ciemno...
Zbieram się jednak w sobie i wlokę się z powrotem do Kijewa. Te 3 km zajmują mi ponad godzinę. Docieram do stacji PKP. Siadam na ławce przystanku. To koniec!
Dzwonię po transport do bazy...
O dziwo jestem w dobrej kondycji psychicznej. Cieszę się, że mimo wielu przeciwności dotarłem tak daleko!
Większość dystansu pokonałem samodzielnie. Część trasy zaliczyłem wspólnie z innymi uczestnikami
(na początku dogoniłem kilku zawodników, ale po moich upadkach, to już tylko inni mnie dochodzili i po krótkiej rozmowie uciekali w siną dal...


Po zwózce poszedłem się odświeżyć do internatu. Wróciłem potem do bazy na podsumowanie i uroczystą kolację.
Następnie spakowałem mój „majdan" i po kilkugodzinnym śnie powlokłem się na dworzec, skąd autobusem dotarłem do Warszawy, a ze stolicy pociągiem dotarłem do Łodzi.

I tak skończyła się moja przygoda z Ełcką Zmarzliną

Zdobycze:
Za udział otrzymałem pamiątkowy medal;
Zyskałem pierwsze punkty do PMnO (PUCHAR POLSKI w Pieszych Maratonach na Orientację) - 31,64 na 50 możliwych w kategorii M50 (mężczyźni 50 km).
Zajmuję 33 miejsce na 65 sklasyfikowanych;
Tyle samo punktów zaliczono mi w kategorii OPEN M (mężczyźni 100 + 50 km). W tym rankingu zajmuję 56 miejsce na 88 sklasyfikowanych.

Krzysztof Drożdzyński



VIRTUAL WAREHOUSE

TOP - 7 DAYS

  1. (Nie)rozsądne szepty
    Black Victoria
  2. Hulia Nieidealni
    Lievre Anett
  3. W lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie
    Sakaguchi Ango
  4. Siła nawyku
    Duhigg Charles
  5. Man's Search For Meaning
    Frankl Viktor E.
  6. Gangsterzy
    K.C. Hiddenstorm
  7. Ukochane równanie profesora
    Ogawa Yoko
  8. Kasta Granice pokusy
    Litkowiec Kinga, Ana Rose